M A R C I N   R E J M E N T - F O T O G R A F I A   P R Z Y R O D N I C Z A
START >> OPISY

Motylem jestem

Sikory. Przez wszystkich chyba znane. Czy dziwna komu jest sikorka? Któż oczami wyobraźni nie potrafi zobaczyć małego, żółtawego ptaszka zręcznie wydziobującego zimą słoninę na gałęzi zawieszoną?
sikora bogatka - zdjęcia sikora czubatka - zdjęcie modraszka - fotografie Im jednak więcej czasu z nimi spędzam, tym bardziej zadziwiają mnie i zaskakują. Oczarowują wdziękiem i powabem. Co sprawia, że są to ptaki przez każdego niemal znane? Nie trzeba mieć wykształcenia przyrodniczego, aby obserwując je stwierdzić, że są mało płochliwe. Tym sposobem bycia zaskarbiają sobie sympatię wielu ludzi, nie tylko tych, którym nie jest obojętne ich istnienie. Uśmiech na twarzy wywołują ptaszki zręcznie manewrujące wśród gałązek, często zawisające głową w dół na kawałeczku wywieszonej słoniny. Właściwie można je obserwować nie ukrywając się specjalnie. Inny sikorzy charakter w lesie. Tam, nie mając tak częstego z człowiekiem kontaktu, ptaszki te zachowują się ostrożniej, ale również i one szybko przyzwyczajają się do obecności człowieka. Niewątpliwie sprawiło to, że poświęciłem im sporo czasu, szlifując jednocześnie umiejętności swe w obserwowaniu ich i fotografowaniu. Na dobre zagościły w przyrodniczych planach jakie snuję co roku, poświęcając im jesienne i zimowe, piękne, słoneczne ranki i wieczory.
To sikory były ptakami od których naprawdę zacząłem swoją prawdziwą przygodę z fotografią awifauny. Do tej pory nie wiedząc jak mam czynić, jedynie obserwowałem ptaki z daleka, wzdychając tylko na widok podrywającego się do lotu myszołowa, błotniaka czy stada szpaków. Przede wszystkim jeden czynnik umożliwił mi fotografię ptaków z bliska. Była nim uszyta własnoręcznie czatownia, którą dokładnie w myślach opracowywałem przez wiele miesięcy. Kiedy wreszcie zdobyłem się na odwagę i uszyłem ją (nie mając o szyciu maszyną zielonego pojęcia), okazało się, że nastąpił przełom. Magiczna sztuczka, którą stosuję do dziś jest nadzwyczaj skuteczna. Fotografię sikor zacząłem od pozostawienia w lesie kilku imitacji karmników w postaci kawałków kory, umieszczonych na odstających od pni sosnowych suchych badylków. W końcu zauważyłem, że słonecznik pozostawiany na płatach kory zaczyna znikać. Wówczas, równolegle z ptakami zaczęła się moja przygoda z gryzoniami.
bogatka - ptaki
bogatka w locie - zdjęcia
Niestety już nie taka przyjemna, mimo że zwierzątka to bardzo sympatyczne. Zwykle jednak myszy leśne i zaroślowe, z którymi się często spotykałem prowadzą nocny tryb życia i są o wiele bardziej płochliwe od ptaków. Zanim jednak je zauważyłem, a później i utrwaliłem na materiale światłoczułym, nie wiedziałem, że mój słonecznik równie namiętnie co sikory kosztowały zwierzątka z okrągłymi uszami na głowie. Zdjęcia zacząłem robić od razu. Już pierwszego dnia sikory czarnogłówki, a później bogatki i modraszki mało obawiały się mojej czatowni. Siadały wprost na niej. Czułem się, jak motyw na wielu religijnych obrazach - przedstawiających wizję raju, gdzie po śmierci chyba nic niczego się nie boi a kwiaty i ptaki towarzyszą duchowi na każdym kroku w tym sielskim zakątku. Cieszyłem się jak dziecko i wciąż bardzo mocno przeżywałem każde spotkanie z maleńką sikorką, kosem czy strzyżykiem. Zacząłem śmielej głowę wychylać przez szczeliny obserwacyjne pchany tak zachwytem, kiedy z zupełnie bliska mogłem obserwować kłótnie i figle tych zwinnych istot oraz to w jaki sposób się poruszają. Wciąż migające skrzydełka przed oczami sprawiły, że zacząłem czas poświęcać na szlifowanie umiejętności zatrzymania tej chwili. Nie wiedziałem jak to zrobić. Marnowałem po kilka tysięcy klatek, a jedynym rezultatem były obrazy nieostrych kawałków skrzydeł i ptasich ogonów. Nie mogłem ustalić trajektorii lotu, bo one prawie nie reagowały na wiatr. Zlatywały się ze wszystkich stron a ja nie wiedziałem, w którą mam celować. W totalnym chaosie po kilku miesiącach w końcu zacząłem się poddawać, aż pewnego dnia karmnik z kawałka kory zawiesiłem na niskiej, o kształcie szerokiej półki gałęzi sosnowej. Dodatkowo miała ona wiele odgałęzień na kształt drabiny. Zauważyłem wtedy, iż sikory posłusznie zaczynają podlatywać od strony drzewa po czym ustawiały się w kolejce na drabinie z gałęzi w ten sposób, iż każda następna w ogonku po zwolnieniu się miejsca z przodu przeskakiwała na następny jej szczebel. Ta regularność sprawiła iż mogłem wreszcie zacząć fotografię sikor w locie z o wiele bardziej zwiększoną skutecznością. Znając ich kolejny ruch, mogłem przewidywać, w którym miejscu ustawić kadr i na jaką odległość ustawić ostrość. Dalsze obserwacje sprawiły, że technikę tą udoskonaliłem i doskonalę ją do tej pory. Dziś wzdycham z sentymentem, kiedy przypominam sobie początki moich zmagań z nimi...
sikora bogatka w locie sikora bogatka w locie - zdjęcia W końcu przestałem się kryć w namiocie.
czarnogłówka w locie
sikora czarnogłówka - zdjęcia
Duża częstotliwość moich pobytów z nimi sprawiła, że przestały się mnie obawiać zupełnie. Na dodatek przychodząc w miejsce ich fotografii gwizdałem głośno naśladując je. Doprowadziłem tym do zaistnienia komicznych zachowań maleńkich ptaszków, kiedy słysząc mój gwizd z daleka, jak posłuszne kukiełki podrywały się do lotu ze wszystkich okolicznych drzew i niczym małe samolociki leciały wprost do mojego karmnika. Sprawiały mi tym wiele radości. Niektóre jadły prawie wprost z ręki. Miałem nawet wśród nich kilku swoich ulubieńców najmniej się mnie obawiających. Pewne zdarzenie utkwiło mi w głowie szczególnie w tej całej mojej przygodzie z nimi do tej pory. Choć niepozorne może i trwające zaledwie chwilkę, to jednak szczególnie je miło wspominam. Fotografowałem wówczas z namiotu, przy dość szeroko otwartych szczelinach obserwacyjnych. Za każdym razem, kiedy rejestrowałem dolot do karmnika odchylałem się, aby zerknąć na ekran LCD mojego aparatu celem weryfikacji ujęcia. To ciągłe kołysanie się na boki zaczęło budzić podejrzenia u malutkich modeli. Widziałem to dokładnie, kiedy za każdym razem po lądowaniu wzrok wbijały we mnie stając w bezruchu. Wtem jedna ciekawska czarnogłówka nie wytrzymała i zamiast do karmnika podleciała i przycupnęła na moim namiocie na krawędzi szczeliny. Widziałem tylko jej malutki cień przez materiał. Wystarczyło, aby wychyliła się i zajrzała przez okno mając mnie całego w czatowni. Znieruchomiałem. Chwila przedłużała się w coraz dłuższą i tak tkwiliśmy w bezruchu. Wtem... przez okno mojego namiotu wsunęła się maleńka główka z czarną czapeczką. Upewniwszy się, że to tylko ja i nic więcej podejrzanego, poleciała żwawo w stronę koleżanek, które skwapliwie wykorzystywały jej nieobecność w ogonku po słonecznik. Prawie parsknąłem ze śmiechu... Uwielbiam je fotografować, zwłaszcza dla tego, iż nie trzeba wiele zachodu, aby odnaleźć je i niemalże oswoić. Dokarmiając zaś i obserwując te maleństwa człowiek zyskuje coś znacznie więcej niż tylko satysfakcję. Doświadcza cudu odnalezienia siebie w tym wielkim domu, jakim jest przyroda.

© M A R C I N   R E J M E N T   2 0 1 7